-Am... Tak... Jest chyba.. Dobrze...-jąkałam się. Basior stanął nade mną. Ciekawa byłam jakie miał zamiary. Był taki dostojny... A co najważniejsze, pomógł mi. Uratował mi życie.
-Ja... Dziękuję Ci...-powiedziałam cicho.
-Jestem Vladymir.-przedstawił się. -Ale możesz mówić mi po prostu Vlad.-mrugnął okiem.
-Miło mi Cię poznać. Ja jestem Paradise, ale mówią mi Tsunade.-uśmiechnęłam się.
-Tsunade?-przekręcił głową.
-Taak, to wymyślił mój dawny przyjaciel. Możesz mówić mi w zdrobnieniu od Paradise, czyli Paradi, Dise, Daisy. Dużo tego.-zachichotałam. -Ale prawnie nazywają mnie Tsunade...
-Aaa, no to dobrze.-odwzajemnił uśmiech.
<Vladymir?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz